Planowe zwycięstwa Barcelony i Realu

0 komentarze

Getafe przegrało na własnym stadionie z FC Barceloną 0:2 (0:0) w meczu 2. kolejki ligi hiszpańskiej. Bohaterem "Dumy Katalonii" zostali Zlatan Ibrahimovic i Leo Messi.

Były snajper Interu Mediolan wpisał się na listę strzelców w 66. minucie. Reprezentant Szwecji zdobył w tym sezonie już dwie bramki. Wynik spotkania ustalił Leo Messi. Dzięki tej wygranej Barcelona po dwóch spotkaniach ma komplet punktów.

Zwycięstwo odniósł także Real Madryt. "Królewscy" pokonali Espanyol Barcelona 3:0. Bramki zdobyli Esteban Granero, Guti oraz wprowadzony w drugiej części gry Cristiano Ronaldo.
W innym sobotnich spotkaniach Atletico Madryt zremisowało 1:1 z Racingiem Santander a FC Sevilla pokonała aż 4:1 Real Saragossę.

Horror w drugim półfinale ME: nasi siatkarze poznali finałowych rywali

0 komentarze

Polscy siatkarze w niedzielnym finale (19.30) mistrzostw Europy zmierzą się z reprezentacją Francji. W pięciosetowym boju ekipa "Trójkolorowych" okazała się lepsza od reprezentacji Rosji wygrywając 3:2.

Dość nieoczekiwanie spotkanie lepiej rozpoczęła ekipa "Trójkolorowych", która wygrała pierwszego seta aż siedmioma punktami. O tym, że nie był to przypadek pokazał set drugi, w którym Francja ponownie okazała się lepsza wygrywając 25:22. Rosjanie wyraźnie nie radzili sobie z atakami i blokiem rywali grając schematycznie i nieskutecznie. W szeregach Francuzów bardzo dobrze grali znani z polskich boisk Stephane Antiga i Guillame Samica.

Gdy wydawało się, że Francja sprawi wielką niespodziankę przebudziła się ekipa Rosji. Po emocjonującej partii górą była rosyjska ekipa, która wykazała się większą odpornością psychiczną wygrywając trzeciego seta 27:25.

W kolejnej odsłonie Rosjanie byli lepsi od Francuzów w każdym elemencie siatkarskiego abecadła - zawodził Samica, którego ataki bezlitośnie blokowali Aleksiej Kazakow i Aleksander Koszariew. W obronie świetnie spisywał się Aleksiej Werbow. Efektem tego była wysoka wygrana Rosjan 25:15. O rozstrzygnięciu składu półfinału rozstrzygnąć miał więc tie break.

Na początku piątego seta Rosja objęła kilkopunktowe prowadzenie, które utrzymywało się przez długie minuty. Rosjanie w decydujących momentach prowadzili już 13:10 ale wtedy do głosu doszli Francuzi zdobywając cztery punkty z rzędu i mając meczową piłkę ale po chwili Rosjanie zdołali wyrównać stan seta, najpierw na 14:14, a potem na 15:15. Kolejne dwa punkty zdobyli ponownie Francuzi, a prawo gry w finale z Polską zostało przypieczętowane asem serwisowym

Rosja - Francja 2:3 (18:25, 22:25, 27:25, 25:15, 15:17)
Francja: Yannick Bazin (5), Antonin Rouzier (24), Romain Vadeleux (10), Stephane Antiga (14), Guillame Samica (22), Olivier Kieffer (4), Hubert Henno (libero) oraz Toafa Takaniko, Edouard Rowlandson (1), Samuele Tuia (1).
Rosja: Siergiej Grankin (3), Aleksiej Kazakow (13), Siergiej Tietiuchin (2), Jurij Biereżko (17), Aleksander Wołkow (9), Maksim Michajłow (18), Aleksiej Werbow (libero) oraz Denis Birjukow, Siemen Połtawski (8), Aleksander Koszariew (10), Wadim Chamuckich.

Bartosz Kurek: popukałbym się w głowę

0 komentarze

Bartosz Kurek, tak jak i jego koledzy, którzy w Izmirze w półfinałowym meczu mistrzostw Europy siatkarzy pokonali Bułgarów 3:0, przyznał, że przed wyjazdem do Turcji nawet o tym nie śnił.

"Gdyby ktoś mi powiedział przed rozpoczęciem sezonu reprezentacyjnego, że tak to się skończy, to popukałbym się w głowę i stwierdził: stary, chyba musisz odstawić to, co bierzesz" - śmiał się 21-letni przyjmujący.

"Teraz jednak dociera do mnie, że jestem medalistą mistrzostw Europy. Wygraliśmy to na boisku, wiem, że to się stało. Widziałem, byłem, uczestniczyłem w tym" - dodał.

Ocenił, że sukces dało im utrzymywanie reżimu taktycznego, dobra gra i wykonywanie poszczególnych elementów, odwaga i wiara w siebie. "To wszystko zafunkcjonowało. Mam nadzieję, że w niedzielę też tak będzie".

"Kiedy w sobotę przed meczem z Bułgarami spotkaliśmy się w szatni, wszyscy patrzyli na siebie i nikt nie był zdenerwowany. Byliśmy pewni siebie i to było też widać na boisku, zwłaszcza na tle Bułgarów, którzy byli trochę spięci. To dało nam już przewagę" - zdradził kulisy Kurek.

Najbardziej nerwowy był drugi set. Walka punkt za punkt i wygrana 30:28. "To był bardzo ważny moment dla naszej psychiki. Graliśmy na przewagi, jakbyśmy to przegrali, to Bułgarzy mogliby się odbudować. Nie ma co jednak gdybać, zwyciężyliśmy i wytrzymaliśmy wojnę nerwów. Jesteśmy w finale" - powiedział z uśmiechem na twarzy.

Sobotni przeciwnicy w niczym nie zaskoczyli Polaków. "Zagrali na swoim poziomie. W pierwszym secie trochę spuścili z tonu. Byli trochę zdenerwowani, ale potem było coraz trudniej i trudniej. Wymusiliśmy jednak parę ich błędów, trochę sami nam pomagali, ale nie zapominajmy, że to klasowi zawodnicy" - ocenił.

Dla Kurka nie miało znaczenia to, co mówiono przed półfinałem. Pełno było sceptycznych głosów, że Polacy mieli bardzo łatwą grupę i tylko dzięki temu znaleźli się w czwórce.

"Nie zwracałem uwagi na krytyczne opinie. Mnie interesuje tylko to, co dzieje się na parkiecie. Jak na razie wygrywamy i to się liczy. Gram dla własnej satysfakcji, a nie po to, by komuś utrzeć nosa. Lubię to, co robię i tyle" - dodał.

Polska w niedzielę o godz. 19.30 stanie do walki o złoto. Rywalem będzie zwycięzca drugiego półfinału między Rosją i Francją.

Polacy po dreszczowcu w półfinale ME!

0 komentarze

Świetna seria polskich siatkarzy w mistrzostwa Europy w Turcji trwa. Podopieczni Daniela Castellaniego wygrali piąty mecz z rzędu. W środę "Biało-czerwoni" po ciężkim boju wygrali ze Słowacją 3:2 i awansowali do półfinału ME!

Polacy byli zdecydowanym faworytem konfrontacji ze Słowacją. Trener Castellani przed meczem stwierdził nawet, że nasi siatkarze nie powinni mieć większych problemów z odniesieniem zwycięstwa. Słowacy jednak wysoko zawiesili poprzeczkę "Biało-czerwonym". Nasi siatkarze musieli mocno się namęczyć, żeby złamać opór południowych sąsiadów.
Podobnie jak w konfrontacji z Hiszpanią, do wyłonienia zwycięzcy potrzebny był tie break. Decydujący set był niezwykle zacięty i trzymał w napięciu do samego końca. "Biało-czerwoni" za drugim meczbolem wykorzystali szansę na wygranie spotkania, a uczynił to Piotr Gruszka, który mocnym atakiem zapewnił nam zwycięstwo 3:2.

Kubica: Jedziemy walczyć!

0 komentarze

Robert Kubica bardzo optymistycznie podchodzi do najbliższego GP Włoch na historycznym torze Monza. Polak nie ukrywa, że niejako na "własnym torze" chce powtórzyć lub poprawić wynik z ostatniego GP Belgii na torze SPA, gdzie finiszował na czwartej pozycji.

Rzadko w tym sezonie możemy przytaczać optymistyczne zapowiedzi Roberta Kubicy przed zbliżającymi się kolejno zawodami o mistrzostwo świata w Formulę 1. Tegoroczny sezon na pewno nie należy do udanych, zarówno dla Roberta, jak i teamu BMW. Kubica indywidualnie uzbierał 8 punktów i jest sklasyfikowany na 15 miejscu w stawce 23 kierowców, co zważywszy na zeszłoroczne wyniki Polaka, bardzo mizernym rezultatem. Nasz jednak w F1 liczy jednak, że w zbliżają GP Włoch na torze Monza do dotychczasowego dorobku dorzuci kilka kolejnych oczek.

"Na tor w Monza jedziemy w bojowym nastroju, chcemy walczyć o lokaty z górnego pułapu, to będzie mój czwarty wyścig na tym na tym obiekcie w kategorii F1, w dwóch kończyłem na podium. Lubie ten tor i myślę, że powinno być dobrze. Monza to obiekt gdzie nieco mniejszą uwagę poświęca się aerodynamice auta, a znacznie więcej pracuję nad szybkością. Na takich torach jak SPA, gdzie aerodynamika schodzi na drugi plan nasz samochód spisuje się zupełnie dobrze. To dobra prognoza przed GP Włoch. Mam nadzieję, że co najmniej powtórzę wynik z Belgii" - wyznaję Robert w wypowiedzi dla włoskiej telewizji Rai 2.
Włoski tor Monza należy do najszybszych obiektów na których rozgrywane są cykle GP, stąd bardzo duże znaczenie ma silnik bolidu, którego moc ma ogromne znaczenie przy osiąganych prędkościach. Robert od początku sezonu ma sporo problemów z jednostkami napędowymi, które już kilkakrotnie wymieniał. W ostatnim GP Belgii Polak również miał kłopoty z tym elementem auta.

"W ostatnim Grand Prix torze SPA miałem problemy z silnikiem w dniu zawodów, auto nie jechało tak jak w piątkowych treningach i sobotnich kwalifikacjach. Gdyby nie to, mogłem realnie myśleć o podium, cóż nie udało się. Ufam, że w GP Włoch motor w moim bolidzie, będzie działał bez zarzutów, bo na tym torze, jak na żadnym innym mocny silnik będzie dawał przewagę nad rywalami" - kończy swoją wypowiedz dla Rai 2 Robert Kubica

Słowenia - Polska: źle, fatalnie, koszmarnie… Pa, pa, RPA!

0 komentarze

W rozegranym na stadionie Ljudski Vrt w Mariborze meczu eliminacji MŚ 2010 piłkarska reprezentacja Polski przegrała ze Słowenią 0:3 (0:2). To już naprawdę koniec nadziei związanych z wyjazdem na mundial do RPA. Matematyczne szanse jeszcze są, ale w nie wierzyć już może tylko niepoprawny marzyciel… Pa, pa, RPA!

Tylko zwycięstwo - to tak naprawdę interesowało Polaków przed meczem ze Słowenią. Ten cel determinowała sytuacja w grupie 3 eliminacji piłkarskich MŚ 2010.

W dniu meczu okazało się, że kontuzja ścięgna Achillesa uniemożliwiła grę w tym spotkaniu Pawłowi Golańskiemu. Biorąc pod uwagę złamanie nogi Marcina Wasilewskiego na prawej stronie defensywy była naprawdę zła. Leo Beenhakker zdecydował się lukę załatać doświadczonym Michałem Żewłakowem. Na środku obrony zagrali Bartosz Bosacki i Dariusz Dudka, a na lewej - zamiast przesunięte do drugiej linii Jacka Krzynówka - Seweryn Gancarczyk.

Jeszcze we wtorek nie było wiadomo, czy będzie mógł zagrać Jakub Błaszczykowski, ale jego uraz okazał się na tyle niegroźny, że pomocnik Borussii Dortmund rozpoczął spotkanie w pierwszym składzie. Tyły miał Ubezpieczać Mariusz Lewandowski, a za kreowanie gry odpowiadać mieli Roger Guerreiro i Ludovic Obraniak. Polacy rozpoczęli z jednym wysuniętym napastnikiem - na szpicy pojawił się Paweł Brożek.

W sektorze dla kibiców gości pojawiła się niespełna 500-osobowa grupka. Tylko tyle biletów przeznaczonych zostało dla fanów znad Wisły. "Będziemy zawsze tam, gdzie PZPN biletów nie ma" - takie hasło wywiesili kibice na płocie okalającym sektor dla gości. Gospodarze zapowiadali, że szczelnie wypełnią pozostałą cześć stadionu, ale tak nie było…

Ludovic Obraniak pełen optymizmu

0 komentarze

- Nie uważam, że zagraliśmy fatalnie. Było w nas mnóstwo chęci, ambicji, robiliśmy wszystko, co mogliśmy... Trafiliśmy jednak na zespół, który zagrał bardzo inteligentnie, wykorzystał do maksimum swoje kontry i dobre przygotowanie. Przecież to nie było tak, że ani razu nie stworzyliśmy dobrej okazji. Szans było pełno, w kilku sytuacjach piłka naprawdę mijała bramkę o centymetry. Szkoda, ale Słowacy i Czesi też potracili punkty, więc nie ma sensu siadać i płakać. Najlepszą odpowiedzią będzie pokonanie dzisiaj Słowenii, a stać nas na to - powiedział w wywiadzie dla "Super Expressu" pomocnik reprezentacji Polski Ludovic Obraniak.

Nie widzę w drużynie załamanych. Wciąż twierdzę, że to bardzo ciekawy zespół, który sprawi jeszcze niejedną miłą niespodziankę. My naprawdę potrafimy być groźni - powiedział.
Obraniak zapewnił, że presja jak spoczywa na piłkarzach przed meczem ze Słowenią (muszą wygrać by myśleć o awansie do finałów MŚ 2010), nie sparaliżuje ich.

- Mnie taka presja tylko motywuje. Przecież walczymy o awans do mistrzostw świata, a piłkarzowi nic lepszego niż udział w mundialu zdarzyć się nie może. Większość z nas ma za sobą mnóstwo meczów o sporą stawkę, więc głupio by było, gdybyśmy się teraz wystraszyli - powiedział.

Więcej w "Super Expressie"

El. MŚ: hit na Wembley, Francja w tarapatach

0 komentarze

Polscy piłkarze, mimo straty kolejnych punktów w eliminacjach mistrzostw świata 2010 (1:1 w Chorzowie z Irlandią Północną), wciąż mają szansę bezpośredniego awansu do turnieju finałowego w RPA. Muszą jednak w środę pokonać w Mariborze Słowenię.

Grupa 3, w której występują podopieczni Leo Beenhakkera, jest tak wyrównana, że trudno wskazywać faworytów w poszczególnych meczach. Tym bardziej przed potyczką w Mariborze. Zarówno Polska, jak i Słowenia, prezentują w obecnych eliminacjach bardzo nierówną formę. Słoweńcy zaczęli świetnie, w trzech pierwszych meczach zdobyli siedem punktów (remis z Polską, zwycięstwa nad Słowacją i Irlandią Północną), ale później mocno spuścili z tonu. Jeszcze gorzej spisują się biało-czerwoni, którzy - pomijając mecze z San Marino - zagrali dobrze tylko z Czechami w Chorzowie (2:1).

Napastnik Wisły Kraków musi poczekać

0 komentarze

Napastnik Wisły Kraków i reprezentacji Polski Rafał Boguski, po raz kolejny musi odłożyć swój powrót na boisko - informuje "Przegląd Sportowy".

Boguski, który nabawił się kontuzji pod koniec zeszłego sezonu, był już bardzo bliski powrotu do gry w Ekstraklasie. Kibice liczyli, że stanie się to już w najbliższym ligowym spotkaniu z Lechią Gdańsk. Jednak nic z tego. Jak informuje "PS" Boguskiemu odnowiła się dawna kontuzja uda.

To blizna, nad którą co jakiś czas trzeba popracować. Wygląda na to, że może mi dokuczać, dopóki będę grał w piłkę - opowiada zasępiony piłkarz - powiedział Boguski.

EuroBasket: Polacy pobili faworyta, niespodzianek ciąg dalszy

0 komentarze

Drugi mecz i druga wygrana - taki jest bilans polskich koszykarzy na mistrzostwach Europy, które po raz drugi w historii odbywają się w naszym kraju. W meczu grupy D Biało-czerwoni, przy wspaniałym dopingu publiczności, pokonali we Wrocławiu faworyzowaną Litwę 86:75.

Nasi rywale to ścisła światowa czołówka. Litwa to brązowy medalista ostatnich ME i czwarta drużyna igrzysk olimpijskich w Pekinie. Podopieczni Ramunasa Butautasa to jednocześnie szósta ekipa światowego rankingu, podczas gdy Polska sklasyfikowana jest na 55. pozycji.
W drugim meczu naszej grupy Turcja, z którą przyjdzie nam zmierzyć się w środę, a stawka meczu będzie pierwsze miejsce w tabeli, nie dała szans Bułgarii, wygrywając 94:66. Podopieczni Bogdana Tanjevica byli lepsi od rywali niemal w każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła.
W najciekawszym meczu grupy A Grecja pokonała Chorwację 76:68. Do niespodzianki doszło w starciu Macedonii z Izraelem. Skazywani na porażkę Macedończycy wygrali 82:79.

Wtorkowa rywalizacja w grupie B zaczęła się od sensacji, bo na pewno za taką należy uznać zwycięstwo młodego, niemieckiego zespołu nad obrońcą tytułu Rosją 76:73. Warto jednak dodać, że nasi zachodni sąsiedzi prowadzili od pierwszej do ostatniej sekundy spotkania. W drugim meczu tej grupy Francja, która do ME zakwalifikowała się z turnieju barażowego, odniosła drugie zwycięstwo i zapewniła sobie udział w II fazie. "Trójkolorowi" pokonali Łotyszy 60:51.

W grupie C Serbowie, którzy w pierwszym meczu pokonali mistrzów świata, wicemistrzów olimpijskich i Europy - Hiszpanów, tym razem musieli uznać wyższość Słoweńców, którzy wygrali 80:69 i tym samym zapewnili sobie awans do czołowej "12". W drugim meczu tej grupy sporo strachu Hiszpanom napędzili, debiutujący w ME Brytyjczycy, którzy tuż przed końcem prowadzili jeszcze czterema punktami, by ostatecznie przegrać 76:84.

Loeb dostał zgodę na start w F1

0 komentarze

Pięciokrotny mistrz świata w rajdach samochodowych Sebastien Loeb dostał zgodę od zespołu Citroena na debiut w Formule 1 w GP Abu Dhabi jeżeli jakiś zespół złoży mu taką propozycję.

Loeb już od dłuższego czasu marzy o startach w F1. O tym, że poradziłby by sobie za kierownica udowodnił w trakcie testów dla zespołów Red Bull i Renault. Marzenie francuskiego kierowcy może się spełnić w ostatnim wyścigu tego sezonu.


REKLAMA Czytaj dalej



Red Bull jest głównym sponsorem rajdowego zespołu Citroena, więc Loeb najprawdopodobniej trafi, do którejś z dwóch ekip F1 należących do Red Bulla. Będzie to najprawdopodobniej Toro Rosso.

Olivier Quesnel szef Citroena potwierdził, że Loeb może startować w wyścigach Formuły 1, o ile nie będzie to kolidowało ze startami w rajdach. - Nie jestem szefem F1 więc nie mogę Sebastienowi zaoferować miejsca w bolidzie - powiedział agencji AFP, Quesnel. - Jednak jeżeli ktoś złoży mu taką propozycję to Citroen pozwoli mu wystartować w GP Abu Dhabi, kiedy sezon rajdowy będzie już zakończony - dodał.

Szef Citroena wyraził również nadzieję, że Loeb w przyszłym roku pozostanie kierowcą rajdowym.

Polacy zagrają z mistrzami Europy

0 komentarze

Z broniącą trofeum Hiszpanią, Słowacją i Grecją zagrają kolejno od wtorku do czwartku polscy siatkarze w drugiej rundzie mistrzostw Europy w Turcji.

Polacy, jako zwycięzcy grupy A, przystąpią do drugiego etapu rozgrywek z kompletem punktów, podobnie jak najlepsza w grupie C Grecja. W tabeli uwzględnione zostaną wyniki uzyskane z drużynami tej samej grupy, które pozostały w rywalizacji.

W grupie F, która powstała po połączeniu najlepszych trzech ekip grup B i D, w najlepszej sytuacji są Bułgarzy i Rosjanie.
Grupa E swoje mecze rozgrywać będzie w Izmirze, grupa F - w Stambule.

Po dwie najlepsze ekipy z obu grup drugiej rundy awansują do półfinałów. Pary zostaną wyłonione na podstawie losowania, ale przy założeniu, że zwycięzcy grup nie trafią na siebie.

Program drugiej fazy ME:

grupa E (Izmir)

8 września, wtorek

godz. 14.00 Niemcy - Grecja

16.30 Polska - Hiszpania

19.00 Francja - Słowacja

9 września, środa

14.00 Niemcy - Hiszpania

16.30 Polska - Słowacja

19.00 Francja - Grecja

10 września, czwartek

14.00 Niemcy - Słowacja

16.30 Francja - Hiszpania

19.00 Polska - Grecja

M Z P sety pkt
1. Polska 2 2 0 6:2 4
2. Grecja 2 2 0 6:3 4
3. Francja 2 1 1 4:4 3
4. Hiszpania 2 1 1 3:5 3
5. Słowacja 2 0 2 4:6 2
6. Niemcy 2 0 2 2:6 2

grupa F (Stambuł) 8 września, wtorek 14.00 Rosja - Serbia 16.30 Holandia - Włochy 19.00 Finlandia - Bułgaria 9 września, środa 14.00 Rosja - Włochy 16.30 Holandia - Bułgaria 19.00 Serbia - Finlandia 10 września, czwartek 14.00 Rosja - Bułgaria 16.30 Finlandia - Włochy 19.00 Holandia - Serbia

M Z P sety pkt
1. Rosja 2 2 0 6:2 4
. Bułgaria 2 2 0 6:2 4
3. Serbia 2 1 1 5:4 3
4. Holandia 2 1 1 5:5 3
5. Finlandia 2 0 2 2:6 2
6. Włochy 2 0 2 1:6 2

faza finałowa (Izmir)

półfinały

12 września, sobota

16.30 1E - 2E/F

19.30 2E/F - 1F

13 września, niedziela

16.30 - o 3. miejsce

19.30 - finał

Piłkarz zgodził się zapłacić 17 mln euro kary

0 komentarze

Adrian Mutu zamierza zapłacić grzywnę, jaką nałożył na niego Sportowy Sąd Arbitrażowy. Napastnik z Rumunii jest winny Chelsea Londyn ponad 17 milionów euro. To najwyższa kara w historii futbolu.

- Głównym problemem Mutu jest to, jak zapłacić tą karę. Być może odbędzie się spotkanie z właścicielem Chelsea Romanem Abramowiczem i dyrektorem generalnym Peterem Kenyonem - powiedział Giovanni Becali, który reprezentuje interesy piłkarza.

Becali potwierdził, że jego klient nie będzie uchylał się od odpowiedzialności i zapłaci nałożoną na niego karę.
Londyńczycy zapłacili za Mutu w 2003 roku 15 milionów funtów (równowartość 17,6 mln euro). Gdy rok później Rumun został przyłapany na zażywaniu kokainy, klub podjął szybką decyzję o jego zwolnieniu. Zawodnik odszedł do Juventusu Turyn za darmo, a Chelsea zażądała gigantycznej rekompensaty. Rację angielskiemu klubowi przyznał Sportowy Sąd Arbitrażowy.

Ostatnimi czasy w mediach pojawiły się plotki na temat ewentualnej zmiany klubu przez Mutu. Transfer dałby Rumunowi dodatkowy zastrzyk gotówki, jednak Becali wykluczył taką możliwość. - To nie jest dobre rozwiązanie - powiedział.

F1: team ogłosił nazwisko nowego kierowcy

0 komentarze

Po odejściu Giancarlo Fisichelli do Ferrari nie wiadomo było, kto zastąpi Włocha za kierownicą bolidu Force India. Nie pojawiały się żadne znaczące nazwiska i niemal pewne było, że w wyścigu o GP Włoch partnerem Adriana Sutila zostanie trzeci kierowca zespołu Vitantonio Liuzzi.
Tak też się stało. Liuzzi będzie do końca sezonu kierowcą wyścigowym w zespole Vijay'a Mallya.

- Jestem zadowolony, że mogę dać szansę Toniemu. Jesteśmy teraz na fali wznoszącej i taki kierowca jak Liuzzi powinien to potwierdzić w najbliższych wyścigach. Jest to dla niego niesamowita okazja, aby udowodnić swoją wartość, oraz potencjał całego zespołu - powiedział Vijay Mallya.
28-letni włoski kierowca Force India ostatnio na torze ścigał się pod koniec 2007 roku. Od listopada ubiegłego roku nie jeździł nawet na testach. Mimo tego Włoch jest optymistą.

- Nie mogę się doczekać, kiedy powrócę na tor. Fajnie się składa, że będzie to podczas mojego domowego wyścigu na Monzie. Bardzo się cieszę, że Vijay dał mi taką szansę. Postaram się ją jak najlepiej wykorzystać. Jestem bardzo zmotywowany i głodny pierwszych punktów. Szkoda tylko, że mój powrót na tor jest uzależniony w dużym stopniu od wypadku Felipe - powiedział Vitantonio Liuzzi.

Piłkarze już w Słowenii; "Nie wiem, czy będą zmiany"

0 komentarze

Samolot z piłkarzami i sztabem reprezentacji Polski przed godziną 12 wylądował na lotnisku w Mariborze. "Biało-czerwoni" przygotowują się do środowego meczu eliminacji do mistrzostw świata ze Słowenią. - Chcemy to wygrać. Naprawdę wierzymy w awans - mówi Marek Saganowski.
Piłkarze dotarli już do hotelu. Razem z nimi do Słowenii przyleciała grupa działaczy z prezesem PZPN Grzegorzem Lato na czele. Na lotnisku kadrowiczów powitał sekretarz generalny związku - Zdzisław Kręcina.
Przed pierwszym treningiem, który odbędzie się o godzinie 18 na stadionie Zeleznicara Maribor, kadrowiczów czeka obiad, a po nim pierwsza przedmeczowa odprawa.
- Nie przyjechaliśmy tutaj, by "odbębnić" mecz. My naprawdę wierzymy w awans i zagramy tak, aby wygrać ze Słowenią - zapowiada Marek Saganowski.

- Na razie nie patrzymy na inne mecze. Po prostu koncentrujemy się na sobie i na tym, by wygrać ze Słowenią. Szanse na awans jeszcze są. Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe - mówi z kolei Michał Żewłakow.

Dobre wieści napływają tymczasem ze sztabu medycznego naszej kadry. Artur Boruc, który po meczu z Irlandią Północną narzekał na ból w pachwinie, najprawdopodobniej będzie mógł zagrać ze Słowenią.

Czy będzie rewolucja w składzie kadry? Leo Beenhakker odpowiada: - A co mam zmieniać? W meczu z Irlandią Północną mieliśmy 70 proc posiadania piłki, stworzyliśmy sobie mnóstwo sytuacji podbramkowych. Problem był tylko ze skutecznością. Nie wiem zatem, czy będą zmiany. Wszystko zależy od postawy piłkarzy na dzisiejszym treningu.

Polska zagra ze Słowenią w najbliższą środę. To kolejny mecz opatrzony parafką "o wszystko".

EuroBasket: Bułgaria pierwszym rywalem "biało-czerwonych"

0 komentarze

Mistrzostwa Europy koszykarzy, które po raz drugi w historii odbywaj się w Polsce, dla nas tak naprawdę zainaugurowane zostaną, kiedy do rywalizacji przystąpią podopieczni Muliego Katzurina. W swoim pierwszym meczu w grupie D, Polska zagra we Wrocławiu z Bułgarią (godz. 18.15).

Nasz najbliższy rywal prowadzi dobry znajomy Katzurina - Pini Gershon, który także jest Izraelczykiem. Gershon selekcjonerem Bułgarii został w grudniu 2007 roku, by już po dziewięciu miesiącach pracy wywalczyć awans na EuroBasket.

- To będą moje pierwsze mistrzostwa Europy dla mnie w roli selekcjonera. To wielkie wyzwanie dla mnie - powiedział przed EuroBasketem.
Podczas imprezy tej nie będzie mógł on jednak skorzystać z pomocy naturalizowanego zawodnika Ibrahima Jaabera, który jest muzułmaninem, a właśnie teraz trwa ramadan. Oznaczałoby to, że nie byłby on wystarczająco silny, by znieść trudny imprezy. Warto tutaj wspomnieć, że Jaaber był najskuteczniejszym zawodnikiem Bułgarii w eliminacjach do ME. Jego średnia zdobycz to 16 pkt.

Dla naszych rywali będzie to bardzo ważny mecz. Na zwycięstwo w finałach ME czekają oni bowiem od 1989 roku.

Jeżeli spojrzeć na statystykę, to wygląda ona korzystnie dla Polaków. Biało-czerwoni w meczach rangi mistrzowskiej (eliminacje ME, ME, IO i MŚ) spotykali się z Bułgarami 12-krotnie, odnosząc 8 zwycięstw.

Spotkanie z Bułgarami zostanie poprzedzone minutą ciszy, która będzie hołdem pamięci oddanym 15 obywatelom bułgarskim, którzy zginęli w sobotę na Jeziorze Ohrid w Macedonii po wywróceniu się statku.

ME: Polacy idą jak burza! Turcja pokonana!

0 komentarze

Polscy siatkarze z kompletem zwycięstw zakończyli pierwszą rundę rozgrywanych w Turcji mistrzostw Europy. W swoim ostatnim meczy fazy grupowej podopieczni Daniela Castellaniego pokonali gospodarzy turnieju 3:0.
Podopieczni Daniela Castellaniego po zwycięstwach nad Francją (3:1) i Niemcami (3:1) zapewnili sobie awans do następnej fazy mistrzostw. "Biało-czerwoni" przystąpili do meczu z Turcją zmobilizowani i z wolą zwycięstwa. "Biało-czerwoni" dominowali na parkiecie i pokonali Turków w dobrym stylu. Wygrana z gospodarzami stawia nasz zespół w komfortowej sytuacji w kolejnej rundzie. Droga do półfinału stoi przed naszymi siatkarzami otworem. Polacy trafią do grupy E, gdzie czeka ich rywalizacja na pewno z Grecją i prawdopodobnie z Hiszpanią i Słowacją.
Pierwsze dwa punkty w spotkaniu przeciwko Turcji zdobył Piotr Gruszka. Chwilę później Polska prowadziła już 5:3, ale rywale zdołali zdobyć trzy punkty z rzędu (5:6). Nie najlepsze przyjęcie i nieskuteczne ataki podopiecznych Daniela Castellaniego sprawiły, że na pierwszą przerwę techniczną to zespół turecki schodził z przewagą jednego oczka (7:8). Chwila odpoczynku na dobre wyszła jednak biało-czerwonym, którzy za sprawą asa serwisowego Daniela Plińskiego oraz bloku Pawła Zagumnego i Marcina Możdzonka wyszli na prowadzenie 11:9. Także po efektownym bloku Polaków, na drugiej przerwie technicznej na tablicy widniał rezultat 16:12 dla Polski. Końcówka seta była dość nerwowa w wykonaniu biało-czerwonych, a Turcy potrafili zdobyć kilka punktów z rzędu. Ostatecznie jednak więcej zimnej krwi zachowali Polacy, którzy wygrali partię 25:23.

Drugi set rozpoczął się po myśli reprezentacji Turcji. Polacy mieli problemy ze skończeniem ataku. Gospodarze szybko objęli prowadzenie 4:2. "Biało-czerwoni" jednak błyskawicznie odrobili straty (5:5), a na pierwszą przerwę techniczną rywale schodzili prowadząc tylko jednym punktem. Po przerwie w siatkę zaatakował Piotr Gruszka, przez co rywale znów odskoczyli podopiecznym Daniela Castellaniego na dwa punkty (7:9). Przy stanie 11:9 dla Turcji w polu zagrywki w drużynie polskiej stanął Michał Bąkiewicz i za jego sprawą Polacy nie dość że odrobili straty, to jeszcze wyszli na prowadzenie 13:11. To wyraźnie zdekoncentrowało rywali, którzy zaczęli popełniać coraz więcej błędów. Na drugą przerwę techniczną, dzięki skutecznej grze w bloku, Polacy schodzili prowadząc już 16:12. Pod koniec drugiej odsłony meczu "Biało-czerwoni" dominowali na boisku już w każdym elemencie gry. Seta efektownym atakiem skończył Piotr Gruszka (25:18).

Trzecia partia miała wyrównany przebieg tylko do stanu 3:3. Chwilę później dobrze zafunkcjonował polski blok i zrobiło się 4:3 dla naszego zespołu. W ataku nie do zatrzymania był Bartosz Kurek, dzięki czemu na pierwszy czas techniczny Polacy schodzili prowadząc 8:5. Po przerwie efektowną kiwką popisał się Paweł Zagumny i przewaga Polaków wzrosła do czterech oczek (9:5). W kolejnej fazie seta Polacy prowadzili m.in. 17:12, 21:16, a w końcówce asami serwisowymi popisywał się Daniel Pliński. Partię, a tym samym cały mecz, skutecznym atakiem zakończył Piotr Gruszka (25:17).

Teraz Polacy mają dwa dni na regenerację sił. Swój kolejny mecz rozegrają dopiero we wtorek.

Ponad 100 tys. kibiców oglądało jazdę Alonso

0 komentarze

Co najmniej 100 tys. kibiców, a być może nawet 150 tys. według szacunków policji, oglądało w sobotę w Oviedo jazdę hiszpańskiego kierowcy Fernando Alonso w różnych samochodach Renault, w tym w bolidzie Formuły 1.
"Nie wyobrażałem sobie nawet, że będę przed moją publicznością prowadzić bolid Formuły 1 i tyle osób będzie chciało mnie zobaczyć" - powiedział Alonso, który urodził się w Oviedo w 1981 roku.

"Ten dzień właśnie nadszedł i nigdy go nie zapomnę" - dodał mistrz świata Formuły 1 w barwach Renault z 2005 i 2006 roku.
Na przyjazd Alonso stolica Asturii przygotowała tor samochodowy długości prawie dwóch kilometrów. Liczba kibiców przekroczyła jednak wszelkie oczekiwania organizatorów. W Oviedo mieszka 220 tys. osób.

Brazylia w finałach MŚ, Argentyna rozbita!

0 komentarze

Dzięki sobotniemu zwycięstwu 3:1 nad Argentyną reprezentacja Brazylii na trzy kolejki przed zakończeniem eliminacji w Ameryce Południowej zapewniła sobie awans na mistrzostwa świata w RPA.

Nic nie wyszło z szumnych wypowiedzi i licznych zabiegów Argentyńczyków przed klasykiem z "Canarinhos". Już po pół godzinie gry podopieczni Carlosa Dungi prowadzili w Rosario 2:0. Najpierw w 23. minucie po rzucie wolnym wykonywanym przez Elano, pozostawiony w polu karnym zupełnie bez opieki Argentyńczyków Luisao głową wpakował piłkę do bramki Mariana Andujara. W 30. minucie z kolei Luis Fabiano wykorzystał zamieszanie w polu karnym rywali i podwyższył prowadzenie. Najlepszą okazję dla gospodarzy w pierwszej połowie miał Maxi Rodriguez, który przegrał jednak pojedynek z Juliem Cesarem.

W 65. minucie kontaktową bramkę dla Argentyny ładnym uderzeniem sprzed "16" zdobył Jose Datolo, ale już minutę później nadzieje Argentyńczyków rozwiał Luis Fabiano, który wykorzystał znakomite podanie Kaki i nie dał szans Andujarowi.
Mimo porażki drużyna Diego Maradony zachowała 4. pozycję w tabeli. Wszystko za sprawą Kolumbii, która pokonała 2:0 mogący zaszkodzić Argentynie Ekwador. Rezultat tego spotkania, a także zwycięstwo Peru nad Urugwajem urządziły również Brazylijczyków, bowiem dzięki zwycięstwu Kolumbijczyków "Canarinhos" mogli świętować już awans na mistrzostwa świata 2010.

Zwycięstwo Peruwiańczykom zapewnił snajper Lecha Poznań Hernan Rengifo, który w 86. minucie gry strzelił jedynego gola spotkania.

Paragwaj, który skromnie pokonał w Asuncion Boliwię 1:0 zrównał się punktami z reprezentacją Chile, która zremisowała 2:2 z Wenezuelą. Faworyzowani Paragwajczycy komplet punktów zdobyli za sprawą Salvadora Cabanasa, który z rzutu karnego pewnie pokonał Hugo Suareza. Natomiast remis dla Chile uratował Rodrigo Javier Millar.

***

Peru - Urugwaj 1:0 (0:0)

1:0 Rengifo 86.

Sędziował Carlos Chandia (Chile). Żółte kartki: Zambrano, Avila, Risco - Lugano, Rodriguez. Czerwona kartka: Godin (Urugwaj).

Chile - Wenezuela 2:2 (1:2)

1:0 Vidal 11.

1:1 Maldonado 33.

1:2 Rey 45.

2:2 Millar 53.

Sędziował Rene Ortube (Boliwia). Żółte kartki: Vidal, Valdivia - Vizcarrondo, Rey, Lucena, Rincon, Maldonado.

Kolumbia - Ekwador 2:0 (0:0)

1:0 Martinez 81.

2:0 Gutierrez 90.

Sędziował Sergio Pezzotta (Argentyna). Żółte kartki: Yepes - Yano, Palacios, Espinoza.

Paragwaj - Boliwia 1:0 (1:0)

1:0 Cabanas 44. (rzut karny)

Sędziował Victor Carillo (Peru).

Argentyna - Brazylia 1:3 (1:2)

0:1 Luisao 23.

0:2 Luis Fabiano 30.

1:2 Datolo 65.

1:3 Luis Fabiano 66.

Argentyna: Mariano Andujar; Javier Zanetti, Sebastian Dominguez, Nicolas Otamendi, Gabriel Heinze; Maxi Rodriguez (46. Sergio Aguero), Javier Mascherano, Juan Sebastian Veron, Jesus Datolo; Carlos Tevez (67. Diego Milito), Lionel Messi.

Brazylia: Julio Cesar; Maicon, Lucio, Luisao, Andre Santos; Elano (67. Daniel Alves), Gilberto Silva, Felipe Melo, Kaka; Luis Fabiano (77. Adriano), Robinho (67. Ramires).

Sędziował Oscar Ruiz (Kolumbia). Żółte kartki: Mascherano, Veron - Lucio, Luisao, Luis Fabiano, Kaka.

M Z R P bramki pkt
1. Brazylia 15 8 6 1 28:7 30
2. Chile 15 8 3 4 25:16 27
3. Paragwaj 15 8 3 4 21:13 27
4. Argentyna 15 6 4 5 20:18 22
5. Kolumbia 15 5 5 5 9:11 20
6. Ekwador 15 5 5 5 18:22 20
7. Urugwaj 15 4 6 5 23:17 18
8. Wenezuela 15 5 3 7 19:26 18
9. Boliwia 15 3 3 9 19:31 12
10. Peru 15 2 4 9 8:29 10

W środę 9 września zagrają:

Boliwia - Ekwador

Urugwaj - Kolumbia

Paragwaj - Argentyna

Brazylia - Chile

Wenezuela - Peru

El. MŚ: spóźniony finisz Polaków, nadzieja ocalona

0 komentarze

Polska zremisowała z Irlandią Północną 1:1 (0:1) w meczu eliminacji mistrzostw świata. Do zwycięstwa zabrakło dobrej gry w pierwszej połowie. Tę Polacy kompletnie przespali.

Na niespełna dziesięć minut przed rozpoczęciem pojedynku obie drużyny pojawiły się na murawie Stadionu Śląskiego w Chorzowie. Godny podkreślenia był gest polskich piłkarzy, którzy wyszli na murawę w koszulkach „Wasyl – jesteśmy z Tobą”. Piłkarze w ten piękny sposób postanowili uczcić swego reprezentacyjnego kolegę, który niedawno odniósł groźną kontuzję w meczu ligowym.
Po gwizdku rozpoczynającym pierwszą połowę, Polacy od razu ruszyli do ataków na bramkę strzeżoną przez Maika Taylora. W pierwszym kwadransie gry jednak naszym zawodnikom brakowało dokładności w rozgrywaniu piłki, a twardo walczący Irlandczycy w miarę upływu czasu stwarzali coraz większe zagrożenie pod bramką Boruca. W 17. minucie naszym obrońcom urwał się Kyle Lafferty, ale jego strzał zza pola karnego minął prawy słupek polskiej bramki.
Po upływie pół godziny gry wreszcie groźnie zaatakowali Polacy. W wyśmienitej sytuacji, po podaniu od Rogera, znalazł się Paweł Brożek. Strzał napastnika „biało-czerwonych” zdołał jednak w ostatniej chwili wślizgiem zablokować obrońca i futbolówka przeleciała nad poprzeczką bramki Taylora. W kolejnych minutach w polskiej drużynie mnożyły się niedokładności a bardzo groźne kontrataki wyprowadzali goście.

W 38. minucie znów polskiej defensywie urwał się Lafferty, tym razem jednak napastnik gości był skuteczny i w sytuacji „sam na sam” posłał piłkę do siatki między nogami interweniującego Boruca. W końcówce pierwszej części gry pokonać bramkarza Irlandii Północnej próbowali jeszcze Roger Guerreiro oraz dwukrotnie Ludovic Obraniak. Strzał tego drugiego najpierw z linii bramkowej wybił głową obrońca, a po chwili z najwyższym trudem skutecznie interweniował Maik Taylor.

Druga połowa zaczęła się od nieco żywszej gry Polaków. Problemem było jednak stworzenie sobie dogodnej sytuacji. Ataki pozycyjne były rozbijane przed polem karnym, a po dośrodkowaniach z rzutów rożnych nie wiele można było sobie obiecywać biorąc pod uwagę wzrost rywali. Sygnał do ataku dał dopiero w 56. minucie Jacek Krzynówek, jednak piłka po jego uderzeniu z kilku metrów jedynie otarła się o boczną siatkę. Strzał z dystansu Mariusza Lewandowskiego był już o wiele bardziej niecelny. Z wolnego chwilę później próbował Michał Żewłakow, lecz futbolówka wylądowała w rękach Maika Taylora.

Niewykorzystane sytuacje powinny zemścić się na Polakach w 65. minucie. Sam przed Borucem znalazł się wprowadzony po przerwie Martin Paterson. Piłka po jego strzale minęła polskiego bramkarza, ale na szczęście nie znalazła także drogi do siatki.

Polacy w następnych fragmentach spotkania zupełnie zdominowali mecz. Długimi fragmentami ataki nie przynosiły jednak skutku, gdyż goście bronili się niemal całą drużyną. Długo wyczekiwana chwila nastąpiła wreszcie w 80. minucie. Paweł Brożek uciekł obrońcom, zagrał w pole karne, a tam z bliska piłkę do bramki wpakował Mariusz Lewandowski. Po meczu oficjalne źródła FIFA zaliczyły to trafienie jako gol samobójczy Aarona Hughesa.

Mariusz Lewandowski mógł w 85. minucie dać Polakom prowadzenie, ale po dośrodkowaniu Rogera minimalnie niecelnie uderzył głową. Ostatecznie jednak nic się nie zmieniło i spotkanie zakończyło się podziałem punktów.

Remis bardzo ogranicza szanse Polaków na awans. Naszym zawodnikom pozostają do rozegrania trzy mecze. Trzy zwycięstwa dadzą nam udział w barażach, a może nawet... bezpośredni awans. Jedno lub nawet dwa potknięcia (remisy) mogą dać nam baraże. Ale wtedy musimy patrzeć na inne wyniki.

Polska - Irlandia Płn 1:1 (0:1)
Bramki: Aaron Hughes (80-sam.) - Kyle Lafferty (38).
Żółta kartka - Paweł Golański.
Sędzia: Manuel Mejuto Gonzales (Hiszpania).
Widzów 43 000.

Polska: Artur Boruc - Paweł Golański, Michał Żewłakow, Dariusz Dudka, Jacek Krzynówek - Jakub Błaszczykowski, Mariusz Lewandowski, Rafał Murawski (61. Robert Lewandowski), Roger Guerreiro, Ludovic Obraniak (46. Euzebiusz Smolarek) - Paweł Brożek.
Irlandia Płn.: Maik Taylor - Gareth McAuley, Stephen Craighan, Aaron Hughes, Jonathan Evans - Damien Johnson, Samuel Clinghan, Grant McCann, Steven Davis - David Healy - Kyle Lafferty (54. Martin Paterson).
Grała piłkarska Europa

grupa 1
Węgry - Szwecja 1:2
Dania - Portugalia 1:1

grupa 2
Mołdawia - Luksemburg 0:0
Izrael - Łotwa 0:1
Szwajcaria - Grecja 2:0

grupa 3
Słowacja - Czechy 2:2
Polska - Irlandia Płn. 1:1

grupa 4
Azerbejdżan - Finlandia 1:2
Rosja - Liechtenstein 3:0

Grupa 5
Armenia - Bośnia i Hercegowina 0:2
Turcja - Estonia 4:2
Hiszpania - Belgia 5:0

grupa 6
Ukraina - Andora 5:0
Chorwacja - Białoruś 1:0

grupa 7
Austria - Wyspy Owcze 3:1
Francja - Rumunia 1:1

grupa 8
Bułgaria - Czarnogóra 4:1
Gruzja - Włochy 0:2
Cypr - Irlandia 1:2

grupa 9
Szkocja - Macedonia 2:0
Islandia - Norwegia 1:1

towarzysko
Niemcy - RPA 2:0
Holandia - Japonia 3:0
Anglia - Słowenia 2:1

Włoszczowska: jestem w szoku. To mój błąd

0 komentarze

Po makabrycznym wypadku Maja Włoszczowska wciąż nie może mówić. Nasza zawodniczka przeszła zabieg oczyszczania jamy ustnej, zszywania mięśni twarzy i popękanej skóry, a na pytania dziennikarzy odpowiada, pisząc na kartce.

- W tej chwili jestem w takim stanie, że nie umiem o niczym myśleć. Przede wszystkim chcę jak najszybciej dojść do siebie. Móc porozmawiać, umyć zęby, zjeść normalny posiłek. Chodzenie sprawia mi ból, więc nie wiem, kiedy wsiądę na rower - napisała Włoszczowska dla dziennikarzy "Przeglądu Sportowego" oraz "Gazety Wyborczej".

Nasza zawodniczka nie ma jednak pretensji do organizatorów zawodów. Jak napisała, wypadek był spowodowany jej błędem. Włoszczowska może mówić jednak o sporym szczęściu, gdyż mogła doznać o wiele poważniejszych obrażeń.

- Cały czas jestem jeszcze w lekkim szoku. Cieszę się, że i tak obrażenia nie są tak straszne. Byłam przekonana, że złamałam szczękę i miałam wstrząs mózgu. Oczywiście najbardziej mi żal utraty szansy na walkę o złoto - napisała Włoszczowska.

Nasza wicemistrzyni olimpijska z Pekinu po zabiegu opuściła już szpital w australijskiej Canberze i na szczęście stan jej zdrowia się poprawia. - Jest znacznie lepiej - mówi Andrzej Piątek, trener zawodniczki.

"Przegląd Sportowy"/"Gazeta Wyborcza"

"Przekonam Messiego, aby przeszedł do Interu"

0 komentarze

Kapitan Interu Mediolan, Javier Zanetti obiecał, że postara się namówić swojego kolegę z reprezentacji, Lionela Messiego do opuszczenia Barcelony i przeniesienia się na San Siro.

W piątek włoska prasa pisała o porozumieniu "Nerazzurrich" z ojcem gwiazdora "Blaugrany", Jorge na mocy którego Inter miałby pierwszeństwo, gdyby Barcelona zdecydowała się sprzedać Argentyńczyka. - Wiem o kontaktach mojego klubu z Messim - przyznał Zanetti. - Prezydent Moratti wspominał mi o tym. Wyrwanie go teraz z Camp Nou byłoby niemożliwe, ale za dwa, trzy lata może się udać.

Legendarny już piłkarz aktualnego mistrza Włoch obiecał kibicom, że zrobi wszystko, aby Messi ostatecznie trafił na San Siro. - Po zakończeniu kariery zawodniczej pragnę zostać jednym z dyrektorów Interu. Chciałbym być tą osobą, która sprowadzi Lionela na San Siro. Natchnął mnie Leonardo, który podobnie postąpił z Kaką - oznajmił kapitan "Nerazzurrich".
Argentyna zmierzy się w Rosario z Brazylią w ramach kwalifikacji do przyszłorocznych mistrzostw świata. Początek spotkania w nocy z soboty na niedzielę, o godz. 2.30.

Vive Targi Kielce bliżej Ligi Mistrzów

0 komentarze







Piłkarze ręczni mistrza Polski Vive Targi Kielce, w inauguracyjnym meczu turnieju kwalifikacyjnego Ligi Mistrzów, wygrali z mistrzem Portugalii FC Porto Vitalis 32:23 (14:9).

Kielczanie w pełni zasłużyli na zwycięstwo, prowadzili od początku i mimo popełniania seryjnie błędów, za każdym razem odrabiali straty i wracali do kilkubramkowej przewagi. W 37 min. przewaga Vive wynosiła 7 goli. Świetnie bronili obaj bramkarze, Kazimierz Kotliński do chwili kontuzji łokcia w wyskoku o piłkę, a potem Marcus Cleverly.

W pierwszej połowie gospodarze zbyt nonszalancko rozgrywali akcje pod bramką portugalskiego zespołu, strzelali z nie zawsze dogodnych sytuacji. Po przerwie było już lepiej, gospodarze przeprowadzili kilka szybkich kontrataków, po których kibicom wypadało tylko brawami dziękować za tak profesjonalną grę.

Z upływem czasu dystans gości do Vive powiększał sie, w 50 min., była to przewaga 9 bramek, w kilka minut później już 11 goli. Trener Bogdan Wenta wpuszczał kolejnych piłkarz z ławki rezerwowych, a ci odwdzięczali sie celnymi strzałami i skuteczną grą w obronie.

Piłkarze Porto to doświadczeni i sprawdzeni w trudnych międzynarodowych spotkaniach zawodnicy, lecz ustępowali kielczanom dokładnością i pomysłem na wypracowanie sytuacji do zdobycia bramek.

W sobotę odbędzie się drugie spotkanie turnieju, w którym FC Porto grać będzie z mistrzem Słowacji Tatranem Preszov. W niedzielę Vive spotka się z Tatranem. Do rozgrywek Ligi Mistrzów awansuje najlepszy zespół kieleckiego turnieju.

Vive Targi Kielce - FC Porto Vitalis 32:23

Vive: Kazimierz Kotliński, Marcus Cleverly - Patryk Kuchczyński 2, Mariusz Jurasik 5, Piotr Grabarczyk 0, Daniel Żółtak 1, Tomasz Rosiński 2, Vitalij Nat 3 - Paweł Podsiadło 5, Rafał Gliński 0, Rastko Stojković 1, Kamil Krieger 0, Henrik Knudsen 6, Mateusz Jachlewski 3, Paweł Piwko 3, Bartosz Konitz 1;

Najwięcej bramek dla Porto: Wilson Davis 5, Imagio Carmo 4, Filipe Mota 4.

Kary: Vive 12 min., Porto 8 min.
Widzów 3000

Kolejny Brazylijczyk zagra dla Polski?

0 komentarze

Grający w Jagiellonii Białystok 23-letni obrońca z Brazylii Thiago Rangel Cionek wystąpił o polskie obywatelstwo. W XIX wieku rodzina piłkarza wyemigrowała z Polski w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Trener Jagiellonii Michał Probierz uważa, że Cionek, już jak polski obywatel, mógłby mieć szanse na grę w reprezentacji.

W przygotowaniu wniosku o uzyskanie obywatelstwa pomógł klub. Dokumenty trafiły już do kancelarii prezydenta RP - poinformowała rzeczniczka Jagiellonii Agnieszka Syczewska.

Thiago Cionek gra w białostockiej drużynie od 2008 roku. Walczy o miejsce w pierwszym składzie, najczęściej wystawiany jest na środku obrony. Rozumie język polski. Próbuje mówić też po polsku, choć przy dziennikarzach nieco się krępuje.
Trener Jagiellonii uważa, że Cionek jest w tej grupie jego piłkarzy, która w przyszłości może zagrać w reprezentacji Polski. - Uważam, że jeżeli dostanie obywatelstwo, to spokojnie może w reprezentacji grać - powiedział Probierz. Dodał też, że szybciej w klubie będzie się stawiało na perspektywicznego Polaka, niż na obcokrajowca.

Żartuje, że Thiago jest na pewno bardziej Polakiem niż Brazyliczykiem. - To widać po technice - mówi ze śmiechem Probierz.

Sam piłkarz podkreślił, że jego rodzina mieszka w okręgu Kurytyba, gdzie są większe skupiska osób pochodzenia polskiego. Wśród dokumentów, które zostały złożone jako dowody jego polskich korzeni, jest m.in. kościelny akt małżeństwa, zawartego w Polsce, prapradziadków ze strony jego ojca oraz odpis aktu małżeństwa z 1923 roku, zawartego już w Brazylii, jego pradziadków.

Kara dla Axela Witseala skrócona

0 komentarze

Piłkarz, który doprowadził do podwójnego złamania nogi Marcina Wasilewskiego (Anderlecht Bruksela) - Belg Axel Witsel (Standard Liege) będzie pauzował przez osiem, a nie jedenaście spotkań. Karę złagodziła w piątek komisja dyscyplinarna, która przychyliła się do odwołania zawodnika.

Jak napisano na stronie internetowej Standardu, komisja zmniejszyła wymiar kary, bowiem "nie mogła jednoznacznie potwierdzić celowości tak brutalnego zagrania". Wasilewski będzie musiał pauzować co najmniej do marca 2010 roku. 20-letni Witsel na posiedzeniu komisji dyscyplinarnej ponownie przeprosił obrońcę reprezentacji Polski.

ME siatkarzy: zwycięstwo i awans Polaków w wielkim stylu

0 komentarze

W drugim swoim meczu podczas mistrzostw Europy w siatkówce reprezentacja Polski odniosła drugie zwycięstwo. Tym razem "biało-czerwoni" wygrali prowadzoną przez Raula Lozano reprezentację Niemiec 3:1 (25:17, 25:23, 27:29, 25:14).
olacy do meczu przeciwko swojemu byłemu selekcjonerowi podeszli bardzo poważnie. Nasi reprezentanci w pierwszym secie brylowali na parkiecie nie dając "pograć" podopiecznym Lozano. Kiedy polska ekipa przyspieszała grę rywale zza naszej zachodniej granicy wyglądali na tle świetnie grających Polaków niczym juniorzy. Bezbłędne ataki Gruszki, błyskotliwe akcje Kurka i "gubienie" bloku w wykonaniu Zagumnego z pewnością pozostaną Niemcom na długo w pamięci. Efektem znakomitej gry graczy Castellaniego był wygrany set aż ośmioma punktami.

W drugim secie Niemcy zdecydowanie poprawili odbiór, co przy nieco słabszej postawie Polaków sprawiło, że mecz się wyrównał. Do drugiej przerwy technicznej żadnej z ekip nie udało się odskoczyć na trzy punkty a na tablicy wyników często gościł wynik remisowy. Jakiekolwiek nadzieje Niemców na wygranie tego seta rozwiał ponownie Kurek z Zagumnym, którzy po zdobyciu ważnych punktów poprowadzili ekipę "biało-czerwonych" do zwycięstwa w drugim secie.
Początek trzeciej odsłony pozwalał sądzić, że mecz zakończy się bardzo szybko - Polacy wyszli bowiem na szybkie prowadzenie 3:0. Czas wzięty przez Lozano zdziałał jednak cuda - Niemcy szybko odrobili straty z nawiązką schodząc na przerwę techniczną prowadząc 8:5. Zdobytą przewagę Niemcy powiększyli nawet do 7 "oczek" (15:8) i gdy wydawało się, że nasi rywale łatwo "ugrają" seta Polacy zaczęli szybko odrabiać straty doprowadzając w gorącej końcówce do remisu 24:24. Wojnę nerwów wygrali 29:27 podopieczni Lozano, pomimo, że Polacy mieli dwie piłki meczowe.

Przegrany set wyraźnie rozjuszył polskich zawodników, którzy niesamowicie obili rywali w kolejnej odsłonie. Polacy po ostrej reprymendzie od Castellaniego zaczęli grać jeszcze lepiej niż w pierwszym secie i po kilkunastu minutach wygrali tę partię aż 25:14 i cały mecz 3:1.

Wygrana daje Polakom awans do kolejnej rundy mistrzostw. Jutro Polacy zmierzą się z gospodarzami turnieju Turcją.

Polska - Niemcy 3:1 (25:17, 25:23, 27:29, 25:14)

Ta dieta doprowadzi Gortata i spółkę do sukcesu?

0 komentarze

Owoce, warzywa, drób, ryby i spaghetti to główne składniki diety polskich koszykarzy, którzy we Wrocławiu przygotowują się do mistrzostw Europy. Kadra trenerska jada bardzo podobnie, chociaż Muli Katzurin, z racji wyznania, nie je wieprzowiny.

Jak powiedział w piątek dyrektor Hotelu Orbis Wrocław, w którym przebywa reprezentacja Polski, Jacek Zygadło, koszykarze nie mieli specjalnych wymagań dotyczących zakwaterowania, a większość z nich już wcześniej mieszkała w tym hotelu.
"Zawodnicy mieszkają w dwuosobowych, standardowych pokojach. Niemal wszyscy mają ponad dwa metry wzrostu, ale mimo to nie musieliśmy wstawiać większych łóżek. Szkoleniowcy mają za to jedynki" - mówił Zygadło.
Ta dieta doprowadzi Gortata i spółkę do sukcesu?
Marcin Gortat to jeden z większych atletów w NBA. Polak swoją sylwetkę zawdzięcza m.in. diecie
Marcin Gortat to jeden z większych atletów w NBA. Polak swoją sylwetkę zawdzięcza m.in. diecie /AFP
Owoce, warzywa, drób, ryby i spaghetti to główne składniki diety polskich koszykarzy, którzy we Wrocławiu przygotowują się do mistrzostw Europy. Kadra trenerska jada bardzo podobnie, chociaż Muli Katzurin, z racji wyznania, nie je wieprzowiny.
Jak powiedział w piątek dyrektor Hotelu Orbis Wrocław, w którym przebywa reprezentacja Polski, Jacek Zygadło, koszykarze nie mieli specjalnych wymagań dotyczących zakwaterowania, a większość z nich już wcześniej mieszkała w tym hotelu.
"Zawodnicy mieszkają w dwuosobowych, standardowych pokojach. Niemal wszyscy mają ponad dwa metry wzrostu, ale mimo to nie musieliśmy wstawiać większych łóżek. Szkoleniowcy mają za to jedynki" - mówił Zygadło.
czytaj dalej
Zdaniem dyrektora kadrowicze to skromni i pracowici ludzie, z którymi nie ma żadnych problemów. Rzadko można ich też spotkać na hotelowych korytarzach czy basenie, ponieważ pobyt, treningi i posiłki zaplanowane były co do minuty.
"Ekstrawagancji nie było też w kuchni. Zawodnicy jedzą dużo owoców, warzyw, drobiu i ryb, ale czasem pojawia się m.in. polędwica wołowa. Wszystkie potrawy przygotowywane są przez naszych hotelowych kucharzy" - tłumaczył Zygadło.
W hotelu Wrocław koszykarze będą mieszkali do piątku, a następnie przeniosą się do hotelu Mercure Panorama. Ma to związek z przepisami FIBA, które nakazują, by przed mistrzostwami wszystkie ekipy biorące udział w turnieju mieszkały w jednym miejscu. "W naszym hotelu na czas misztrzostw nie ma aż tylu wolnych pokoi, ale zamiast koszykarzy zamieszkają tu działacze" - dodał dyrektor.
Pierwsza faza koszykarskich mistrzostw Europy rozpoczyna się 7 września. W poniedziałek, w pierwszym meczu biało-czerwoni zmierzą się we wrocławskiej Hali Stulecia z Bułgarami.

Sneijder: w Realu nie szanują ludzi

0 komentarze

Wesley Sneijder niedawno przeniósł się z Realu Madryt do Interu Mediolan. Holenderski pomocnik zdradził, czemu opuścił stolicę Hiszpanii.
- Nie podjąłem tej decyzji ze względu na mistrzostwa świata - wyjaśnił w wywiadzie dla "La Gazetta dello Sport". - Zrobiłem to ze względu na swoją przyszłość. Wybrałem Inter, ponieważ mogę się tu czuć jak bohater. W Madrycie byłem jednym z wielu. Traktowali mnie jak dziecko.

- W Madrycie trener nie znaczy zbyt wiele. Real żyje w swoim świecie, pieniądze nigdy nie były dla nich problemem, traktują ludzi bez szacunku - zdradza Sneijder.

- Jestem mimo wszystko dumny z bycia częścią historii Realu Madryt - powiedział piłkarz. Zapytany, czy chciałby zagrać przeciw Realowi w Lidze Mistrzów, odpowiedział: - Czy szukam rewanżu? Nie, ale chciałbym się z nimi spotkać. Chciałbym ich pokonać. Ale jestem nastawiony pozytywnie. Kiedy przybyłem do Mediolanu, całą moją dotychczasową złość zmieniłem w energię do pracy z nową drużyną. Idzie nieźle...

Trener Wasilewskiego: nie mogłem spać

0 komentarze

Nadal nie milkną echa faulu na Marcinie Wasilewskim. Trener Anderlechtu Bruksela - Ariel Jacobs - bardzo przeżywa kontuzję Polaka. Podobnie Leo Beenhakker - selekcjoner reprezentacji Polski.
- Po raz drugi w moim życiu w niedzielę nie spałem. Po raz pierwszy zdarzyło mi się wtedy, gdy mój syn był bardzo chory - powiedział Jacobs.Relacje na linii Anderlecht-Standard chyba już nigdy nie wrócą do normalności. - To wydaje się teraz niemożliwe - przyznał Jacobs.Również w kadrze nie zapominają o "Wasylu". - Tęsknimy za nim strasznie. On jest tym piłkarzem, który trzyma całą grupę - powiedział Leo Beenhakker

Źródło: futbol.pl

Nowy nabytek Lecha już myśli o zmianie klubu

0 komentarze

Krzysztof Chrapek jest zawodnikiem Lecha Poznań dopiero od dwóch miesięcy, a już myśli o zmianie otoczenia - czytamy w "Sporcie".- Jeśli do grudnia nic się nie zmieni, to może spróbuję porozmawiać i pójść na jakiś czas gdzieś indziej. Chodzi o to, by gdzieś regularnie grać i w ten sposób zdobywać doświadczenie na poziomie ekstraklasy - mówi napastnik Lecha Poznań.

Więcej w "Sporcie"

MŚ: Kubica zrezygnował ze startu

0 komentarze
Robert Kubica, kierowca BMW Sauber, miał w najbliższy weekend wystąpić w kartingowych mistrzostwach świata. Nasz zawodnik zrezygnował jednak ze startu - czytamy w "Super Expressie".

O starcie w mistrzostwach świata Kubica mówił jeszcze kilka dni temu, podczas wizyty w Warszawie. Ostatecznie we włoskim Sarno jednak nie stanie do boju. Oficjalnym powodem rezygnacji z występu w MŚ są sprawy osobiste.

Więcej w "Super Expressie"